Monika Skrzypek blog

Wakacje

Od kilku lat o zbliżających się wakacjach myślałam z przerażeniem. W tym roku podjęłam nieodwołalną decyzję: musi być inaczej! Postanowiłam wszystko zaplanować z wyprzedzeniem, by później nie zatruwać sobie wypoczynku poczuciem winy. Chcąc dodać sobie pewności siebie i uniemożliwić zmianę zdania za wyjazd dzieci zapłaciłam już kilka tygodni temu. Jednak im bliżej wakacji tym mam więcej wątpliwości. Może jestem wyrodną matką? Czy mam prawo pozbawiać rodziny wspólnego wyjazdu? Jak poradzą sobie dzieci? Wszystko będzie dobrze, przecież od nich nie uciekam, również nie w głowie mi wakacyjne romanse, chcę tylko odpocząć uspokajałam samą siebie. Rozmyślałam i bezmyślnie wodziłam wzrokiem po sklepowych półkach. Z tego stanu wyrwał mnie znajomy głos:

— Ala?! Niemożliwe!

— O! Dorotka! Nie widziałyśmy się kilka ładnych lat. Świetnie wyglądasz!

— Dziękuję! Ty też i do tego zmieniłaś image tak, że trudno cię rozpoznać. Co tu robisz? Ty i sklep sportowy?!

— Właśnie... wakacje. Zapraszam cię na kawę, pogadamy, uczcimy nasze spotkanie, bo pewnie znowu minie kilka lat zanim na siebie wpadniemy.

— Świetny pomysł! Zapłacę tylko za sztormiaki i możemy iść.

Znalazłyśmy przytulną kafejkę i jak zwykle nie mogłyśmy się nagadać:

— To gdzie wyjeżdżacie?

— Oj, Dorota nie bądź taka konserwatywna! Nie my tylko ja! Jadę z moją przyjaciółką nad morze.

— A co z rodziną?

— Dzieci jadą na obóz wędrowny, stąd moja wizyta w sklepie sportowym. Muszę kupić im śpiwory i buty trekkingowe. Janusz sam sobie zorganizuje czas, pewnie będzie zdobywał kolejne szczyty. A ty, co planujesz na wakacje?

— Jak co roku całą rodziną wybieramy się na Mazury. Od kilku tygodni czynimy przygotowania: trzeba wynająć żaglówkę, zorganizować osprzęt, dokupić brakujące wyposażenie. Postanowiłam wykorzystać sobotę na buszowanie po sklepach.

— My zawsze jeździliśmy razem na wczasy i za każdym razem to był prawdziwy koszmar! Nie zamierzam po raz n-ty popełnić tego samego błędu. Ostatnio miejscowość wybraliśmy na zasadzie kompromisu – ja chciałam nad morze, mąż w góry, więc wypoczywaliśmy (jeśli w ogóle to był wypoczynek) w gospodarstwie agroturystycznym. Summa summarum wszyscy byli niezadowoleni i rozdrażnieni.

— Jak to? My co roku jeździmy razem, nigdy się nie nudzimy i zawsze jest super!

— Może macie wspólne upodobania? Bo my, pod tym względem, jesteśmy jak ogień i woda.

— Owszem, wszyscy jesteśmy zapalonymi żeglarzami. W dzień żeglowanie, wieczorami ognisko, szanty. W ciągu roku nie mamy dla siebie dostatecznie dużo czasu więc wakacje to jedyna okazja na nadrabianie rodzinnych zaległości. Możliwość by ze sobą pobyć, nacieszyć się swoim towarzystwem i nigdzie się nie śpieszyć. Polowe warunki sprzyjają rodzinnej integracji, dzieci mają okazję nauczyć się samodzielności, odpowiedzialności za siebie i za pozostałych członków rodziny. Jesteśmy zdani sami na siebie, możemy przyjrzeć się sobie w niecodziennych, czasami ekstremalnych warunkach, zdobyć nowe doświadczenia. Dla mnie rodzinny wyjazd to same zalety. Chociaż – jak to w rodzinie – niekiedy się sprzeczamy. A co tobie nie podoba się w rodzinnych wakacjach?

— Jak to co?! Wszystko! Ciągle się kłócimy! Jeździmy razem, a i tak cały czas jesteśmy osobno, każdy chce robić coś innego, każdy narzeka lub twierdzi, że się nudzi. Janusz ma zupełnie odmienne ode mnie upodobania. Mój mąż nie widzi świata poza górskimi wędrówkami i rowerowymi wycieczkami. Z kolei wieczorem nie można oderwać go od telewizora. Wyobraź sobie, że ostatnio narzekał nawet na to, że jest tylko jeden telewizor w świetlicy, zamiast w każdym pokoju. Ja natomiast uwielbiam bierny relaks – wylegiwanie się na plaży, wieczorem tańce lub spacery brzegiem morza i nie po to jadę na wakacje, by oglądać programy sportowe w telewizji.

— Zgadzam się z tobą w stu procentach. Nie wiem co bym zrobiła gdyby Wiktor nagle zmienił upodobania i oczekiwał, iż wszyscy się dostosujemy. Pewnie w takiej sytuacji też myślałabym o osobnym wyjeździe. Ale czy Janusz nie ma nic przeciwko temu, żebyś jechała sama? Nie jest zazdrosny?

— Mamy do siebie zaufanie. Mój pomysł zaakceptowała cała rodzina. Wszyscy dobrze pamiętają nie tylko ostatnie wakacje. Zamiast wypocząć wróciliśmy wymęczeni. Można by o tym opowiadać całą wieczność. Dobrze, że ty nie masz takich problemów.

— Chyba tak. Pewnie nie pamiętasz, że Wiktora poznałam w studenckim klubie żeglarskim. Najpierw połączyła nas wspólna pasja, a miłość przyszła dużo później. Nawet po ślubie każdą wolną chwilę spędzaliśmy pod żaglami, a dzieci połknęły bakcyla. Za nic nie zamieniłabym naszych wakacji. Może powinniście znaleźć jakiś kompromis, by nie tracić wspólnych chwil?

— Już to przerabialiśmy! W jednym roku Janusz szedł na ustępstwa, w następnym ja. Jednak zbyt się różnimy w upodobaniach dotyczących spędzania wolnego czasu. Nie usatysfakcjonowało nas takie rozwiązanie, chociaż obydwoje się staraliśmy. W kolejnych latach było tylko gorzej. Zawsze ktoś walczył, by przeforsować swoją koncepcję i podporządkować sobie resztę rodziny. Chociaż... musimy poszukać również czegoś, co wszystkim sprawiałoby radość i wypróbować podczas weekendowego wyjazdu, bo na wspólne wakacje długo nie dam się namówić!

Nieudane wakacje skłaniają do wyciągnięcia wniosków na przyszłość. Jeśli jeden z partnerów chce spędzać wakacje aktywnie, a drugi biernie i do tego w innych miejscach mamy do czynienia z konfliktem celów. Być może warto zorganizować rodzinną naradę i wspólnie zastanowić się co zrobić, by wyjazd był udany. Dobrze wiecie, co każdemu członkowi rodziny zapewnia rozrywkę i odprężenie, a co jest nie do zniesienia. Jakie rozwiązanie jest do przyjęcia i będzie najbardziej was satysfakcjonowało? Co chcecie osiągnąć? Dlaczego każdy chce jechać osobno? Wspólny wyjazd „dla świętego spokoju” czy z poczucia obowiązku, poświęcanie się dla innych bądź próby „wtłoczenia” partnera w pewne ramy odbijają się niekorzystnie na wszystkich. Gdy partnerzy osiągają kompromis jest on częściowo zgodny z tym, co było ich pierwotnym celem, każdy coś zyskuje i coś traci. Najlepiej jest, gdy przyjęte rozwiązanie w pełni wszystkich satysfakcjonuje.

Dobry związek cechuje nie tylko wspólnota interesów, systemów wartości, celów, gustów czy przekonań, ale również akceptowanie różnic. Różnice niejednokrotnie są powodem konfliktów, mogą zniszczyć związek, ale mogą go także ożywić. Wszystko zależy od tego czy potraktujecie je jak coś, co dzieli i zubaża czy łączy, wzbogaca i sprawia, że życie z partnerem jest bardziej interesujące.

Obydwie opisane sytuacje mają wady i zalety, mogą zaowocować cennymi doświadczeniami. Jeśli twój sposób spędzania wakacji jest w konflikcie ze sposobem współmałżonka nie musicie rezygnować z własnych upodobań, pasji, marzeń, przyjaciół czy sposobów spędzania wolnego czasu. Obie strony godzą się na ustępstwa, dzięki czemu mogą osiągnąć porozumienie dotyczące wykluczających się potrzeb. Jeśli nie możemy zaspokoić swoich potrzeb jesteśmy sfrustrowani, łatwiej wpadamy w złość, dlatego ważniejsze niż wspólny wyjazd jest osiągnięcie harmonii i spokoju. Gorzej gdyby mąż nie zgodził się na oddzielny wyjazd, a żona wbrew niemu pojechała lub głównym powodem samotnego wyjazdu byłaby chęć ucieczki od problemów, z jakimi boryka się związek. Jeśli koncentrujesz się na swoich potrzebach to nie znaczy, że nie dbasz o rodzinę. Dbasz o swoje potrzeby, nie zmuszając innych do zmiany zachowania, pozwalasz im i sobie zachować indywidualność, nie narzucasz własnych pasji, akceptujesz i wspierasz.

Dzieci obserwując rodziców uczą się konstruktywnego rozwiązywania problemów, sposobów postępowania w sytuacjach konfliktowych. Widzą, że mając rodzinę można zachować niezależność, że można różnić się w jakiejś sprawie i nadal darzyć głębokim uczuciem. Ludzie, którzy są ze sobą blisko spierają się, dyskutują, wymieniają argumenty, ale i potrafią się pojednać. Jeśli rodzina spędzała wakacje oddzielnie i każdy wraca stęskniony, zrelaksowany, zadowolony, zdystansowany do codziennych problemów i wypoczęty to tylko pozytywny wzorzec na przyszłość.

Z pewnością wspólnie uprawiany sport sprzyja zacieśnianiu rodzinnych więzi. Wakacje spędzone razem z rodziną to nie tylko zaspokajanie potrzeb emocjonalnych, ale również budowanie poczucia wspólnoty, poczucia bycia jedną drużyną, nauka współpracy, odpowiedzialności, szacunku i troski o innych, ale też radzenia sobie z frustracją. To wspólna zabawa, ale i podział obowiązków np. przygotowanie posiłku. Z kolei wakacje nastawione na zaspokojenie potrzeb indywidualnych uczą niezależności, tolerancji, odpowiedzialności. Pozwalamy każdemu iść własną drogą. Pokazujemy, że można walczyć o swoje, jednocześnie respektując potrzeby innych. Nie stawiamy potrzeb żadnej ze stron na pierwszym miejscu. Uznajemy, że potrzeby każdego członka rodziny są ważne i rozwiązując problem – o ile to możliwe – bierzemy je pod uwagę. W obu wypadkach dzieci nauczą się radzić sobie z trudnościami, pomagać i przyjmować pomoc, co owocuje wiarą we własne siły, umiejętnościami polegania na sobie i grupie. To poznawanie nowych osób o podobnych i całkiem odmiennych pasjach, wymiana doświadczeń, popróbowanie różnych rzeczy, na własnej skórze przekonanie się co mi odpowiada.

Artykuł ukazał się w czasopiśmie „Dobre Rady” 06/2006.